agata.wieczynska@gmail.com
pozycja w rankingu: 118

POMYSŁY UŻYTKOWNIKA

Jakie spektakle o Warszawie i/lub Wiśle? Przedstaw swój pomysł na spektakl o Warszawie i/lub Wiśle. Na pomysły czekamy do końca września

agata.wieczynska@gmail.com 27 wrzesień 2015 Proponuję liryczny wielogłos kilku postaci. Teatralno - poetycki dialog z miastem ludzi, którzy tę tkankę miasta tworzą, zakorzeniają się tu. Mają swoje zastrzeżenia i pozytywne emocje do miejsca, gdzie toczy się ich życie. Jako rozwinięcie pomysłu dołączam mój poetycki tekst, który może być materiałem wyjściowym do spektaklu. WARSZAWA Widzę i słyszę Miasto w ruchu Szybkie, ekspresowe, Pobieżne i pociągające. Ale ono nie widzi mnie! Nie widzi mnie. Widzę i czuję Przyspieszony puls Gorączkę pragnień i obłęd pożądań Tempo, tempo, tempo Patrzę na to tempo Chcę się dołączyć, Wwiercić się w ten wir Być w samym środku Tego życia, poczuć je Tam musi być jakieś cudowne życie, tak myślę Ale odpadam, odpadam powoli Aut, aut, aut Czynności podstawowe wykonuję mechanicznie Jak cyborg jakiś Bez refleksji, sprawnie Myję zęby, płacę rachunki Płacę. Płacę Jadę samochodem, płacę za paliwo, potem za parking, Potem płacę za bilet tramwajowy Dla miasta jestem dobrym płatnikiem. Płacę za rytm, którego nie łapię Za oddech płytki, dość awanturniczy Za brak czasu dla siebie, Za brak czasu dla Ciebie A Ciebie mi brak. Za nieumiejętność bycia w kilku miejscach na raz Płacę z nawiązką. Taki gest. Może jutro obudzę się inna Bardziej pozbierana, światłoczuła Z głosem, przy którym milkną ptaki Żeby trochę posłuchać. Może. Ciągle uczę się wiary, Jak dziecko. … Wiem, kiedy nadejdzie ten dzień, Stanę w oknie i zobaczę ciebie I otworzę wszystkie okna, Niech już takie będą otwarte, I zobaczę twój uśmiech Choć w niego nie wierzyłam. Twój uśmiech, krzywy, jak wieża w Pizie, Krzywy, ale nie grozi upadkiem, Tylko coś we mnie kruszy, Bezpowrotnie. Nie ma sensu się bronić … To miasto odbija mi się bólem gardła Którego nie mogę z siebie wykrztusić Bólem i gorączką Palącym płomieniem Nie wiem, czego ono chce. Chcę po prostu być ot tak sobie Chodzić ulicami Rozcierać w palcach liście kasztana Zawiesić oko na ładnym budynku, Jeśli akurat się zdarzy Zobaczyć uśmiechnięte twarze nieznajomych. Niby nic wielkiego, a krzepi. Czuć radość, kiedy na mnie spojrzysz. … Ty Z tego samego miasta Pewnie przyciągnęło cię tu to samo Obietnica Niewysłowiona, niejasna obietnica Zawarta w chaosie, w pędzie, w tym euforycznym wirze Żeby żyć beztrosko i szczęśliwie. Jestem tu. Czuję oddech przeszłości na sobie Czuję , jak nie daje mi pójść dalej. A wszystko poszło już dalej. … Miasto zaorano i z ziemi wyrosło inne miasto. Rozrośnięte, nierówne, Z problemem niedorozwoju Z widocznym gołym okiem ADHD Za mało kochane, za mało dopilnowane By się rozwijać jak inne, jak inne miasta w tym wieku ale to moje. MOJE DROGIE MIASTO. Które kocham przecież. … Na Ochocie Można liczyć koty na płocie Kotom coraz trudniej, ale jeszcze są Koty zachęcają do kontaktu bezpośrednio, Bez ogródek Bez gier wstępnych i pytania, czy można. Kot nie ugryzie, nie powie nic Najwyżej ucieknie I rękę cofniesz do kieszeni Z tą pieszczotą, z nadzieją, że wgłaszczesz w kocią sierść Trochę uczucia. Pod włos nie głaszczę! Nie ma głupich. Nawet kot ma pazury. Moje miasto jest ciasno otoczone nadzieją Że tu, tu właśnie ziszczą się marzenia Plany podboju rzeczywistości Uczynienia jej posłuszną Grzeczną, plastyczną i nader hojną. Że tu jest największe zagęszczenie istot, Które chcę spotkać, Pokochać, pożądać Że tu gdzieś mieszka ta jedyna… Ten jedyny... Że tu, w tym szczególnym miejscu Wypełni się czas. Miejsce szczególne, wyjątkowe, Organizacja przestrzeni tego nie potwierdza, ani uroda ulic czy budynków. Ale jakież to pole dla wyobraźni. GŁOS A Łatwo się tu zagubić Jak w wielkich miastach bywa Wiedzieć już tylko Gdzie najbliższy park i dobre, tanie wino. (dobre, bo tanie.) Gdzie nie przegonią w nocy Zostawią w spokoju GŁOS B Będziesz za długo patrzył z ławki To wypadniesz z gry. Łatwo tu wypaść z gry I czekać na wyrzucenie na najbliższym skwerku Ze spokojem i rezygnacją Łykiem z butelki wzmacniając Odwagę i poczucie godności. Aż służby miejskie nie wiedzą, Czy dać zupę, Czy przegonić gdzie indziej. … A kiedy cię spotkam To będzie nasze święto W przydrożnej kafejce Zatrzymamy czas I będziemy się śmiać Bezgłośnie, przez skórę, Że jednak, Tyle ludzi, tyle spraw Taki natłok wszystkiego A jednak Ty i ja W jednej przestrzeni Poza klepsydrą czasu W wiecznym teraz. Tak. Takie mam marzenie. To jest miasto marzeń. … Ile zawdzięczam, myślę, Ile zawdzięczam kamienicom, które pozostały, drzewom, które urosły, pamięci, która się goi ciągle, z przeszkodami ile zawdzięczam nadziei, która ze mną wciąż jest, choć to trudna miłość , a ona wierna. Ulicom, które broniły miasta i czasem do dziś Mimowolnie ustawiają barykady z samochodów. Ani tam przejść, ani przejechać. Ile mogę dać Uśmiechu, który unosi lekko nad chodnikiem, Pozwala ominąć gbura i czarnego kota Poczuć słoneczny oddech, gdy inni nie czują Iść do przodu w świetle, jak po obietnicę. Tak. To moje zadanie na dziś. RANEK Ranek jak nowy świat, Początek życia, które trzeba pracowicie, od początku Do końca przebyć osobiście, w miarę samodzielnie. Jest jeszcze trochę ciemno, ale jasność przyjdzie. Ludzi jak na lekarstwo, dozorcy zajęci. Zamiatają miarowo, wprawiając miasto w ruch. Lubię ten rytm, głos miotły, co odgarnia równo Śnieg, brud, albo pył drogi Odłamki byłego dnia. Dozorcy liżą rany miasta, Wzniecają ruch i czuwanie… Z ciepłą herbatą w dłoni słucham rytmu mioteł Schowana w ciepłym wnętrzu, dojrzewam do dnia. … Mam nasłuch na to miasto. Na jego głuche pomruki Niezadowolenia, dzikiej wściekłości, Że dało się zagnać w pułapkę. Że wiadomo skąd, i to wszystko, co jest wiadome Ale dokąd, po co, jak i gdzie, Dla kogo? Tego nie słychać Nadstawiam ucha mocniej, Wsłuchuję się w to moje miasto W jego konwulsje, Dzikie odruchy trzewi Przeciw kolejnym gwałtom Na żywej tkance. Czasem jest głucha cisza, która budzi nadzieję. Z tą się trzymam To mój kompan na spacer po mieście. … Ciepłe światło nad Wisłą wśród piachu i drzew Niesie ciszę i spokój Idzie się tak z nurtem niespiesznie, z namysłem Nie wiedzieć czemu sama nurkuję w ten spokój, Płynę razem z tą rzeką szeroko, statecznie, po horyzont. A kiedy cię zobaczę, wszystko pojaśnieje Miasto się uspokoi, przez szyby kafejki Wreszcie to zauważę jak dobrze w tym miejscu, jak słońce przyświeca Zwykłej codzienności.

Aby dodać komentarz musisz sie zalogować

Jakie spektakle o Warszawie i/lub Wiśle? Przedstaw swój pomysł na spektakl o Warszawie i/lub Wiśle. Na pomysły czekamy do końca września

agata.wieczynska@gmail.com 27 wrzesień 2015 Drugi pomysł, historyczny, gdzie przeplatają się motywy warszawskiej spersonifikowanej Wisły i starego człowieka, niegdyś żołnierza - Kościuszkowca, który wrócił do kraju z Armią Czerwoną, widział Powstanie Warszawskie 1944 z prawej strony Wisły i nie brał w nim udziału. Pomysł uzupełniam tekstem mojej sztuki na ten temat: "Ja Wisła". JA - WISŁA Osoby: STARY JERZY MARIA POWSTANIEC ARMIA CZ. WISŁA /grana przez tę samą aktorkę, która gra Marię/ Pokój Starego Jerzego. Salonik ze starymi meblami i obrazami. Jerzy siedzi w fotelu inwalidzkim. Patrzy w otwarte okno, w którym stoi powstaniec w opasce AK. Mokry, ranny, obszarpany. Uparcie wpatruje się w Jerzego. STARY JERZY: Musiałeś przyjść dziś? Dziś są moje urodziny. POWSTANIEC: Pogratulować. Ile to już? W każdym razie pewnie ze 4 razy tyle, co ja. STARY JERZY: Nie mam nastroju do wspomnień. Spodziewam się kogoś. POWSTANIEC: A ja krążę cały czas w tym samym miejscu. Jak pies uwiązany na sznurku. STARY JERZY: Pójdź stąd. Albo się przynajmniej gdzieś schowaj. Przychodzi dziś do mnie kobieta, rozumiesz? Piękna, kobieta. POWSTANIEC: Maria. STARY JERZY: Tak, Maria. Za chwilę tu będzie. Nie może cię tu zobaczyć. POWSTANIEC: Nigdy jej nie widziałem. Pewnie mnie nie pozna. STARY JERZY: Wystraszysz mi ją. Idź już. Powstaniec idzie do szafki Jerzego. Szuka. Szuflada zamknięta na klucz. . STARY JERZY: Przewidziałem to. (pokazuje klucz na szyi) Nie dostaniesz się tam. To zamknięty rozdział w moim życiu. Dlaczego uczepiłeś się właśnie mnie? Nie miałem okazji walczyć w powstaniu, prawda. Po prostu moje losy potoczyły się inaczej. Koniec tematu. POWSTANIEC: No tak. Szybko to załatwiłeś. STARY JERZY: Duża ta rana? POWSTANIEC: Sam zobacz. Powstaniec zbliża się do Jerzego i pokazuje ranę. STARY JERZY: W każdym razie śmiertelna. Nie odwijaj. Nie obchodzi mnie. POWSTANIEC: I dotknij. Jerzy wyciąga rękę, ale nie dotyka. Powstaniec odbiera Jerzemu klucz, otwiera szufladę i wyciąga z niej zdjęcia. STARY JERZY: Zostaw. To świństwo tak nagle przyjść i wszystko człowiekowi wybebeszyć. POWSTANIEC: O, jak dobrze się zachowały. Sierpień 1944. Starówka. Powiśle. Znakomite zdjęcia. Ale uchwyciliście widoki. Jeszcze wszystko stało. Domy całe, ludzie jeszcze żywi... STARY JERZY: Zostaw. Proszę cię. Nie mam na to siły. Stary jestem. Prawie nad grobem. Uszanuj to. No tak. To dla ciebie akurat żaden argument. POWSTANIEC: O, to ja. Moje ostatnie zdjęcie. STARY JERZY: Błagam cię. POWSTANIEC: Patrzę przed siebie bez wyrazu. Pewnie patrzę na ciebie,… no i na tą twoją koleżankę z armii wybawicielki. Co ja w zasadzie sobie o was myślę, co? STARY JERZY: Przestań. Mam urodziny i chcę je spędzić bez ciebie. POWSTANIEC: To jest moje zdjęcie. Po co ci moje zdjęcie? Będziesz robił wystawę? A ja przynajmniej pokażę je rodzinie. Niech chociaż wiedzą, że byłem, że jakoś wyglądałem; itd. itp. STARY JERZY: Oddaj mi to. Stary Jerzy stara się odebrać zdjęcia. Przewraca się. Wchodzi Maria. MARIA: Nic się panu nie stało? STARY JERZY: Nie. Naprawdę nic. POWSTANIEC: Mario. MARIA: Niespokojny pan dziś. POWSTANIEC: Mario. To ja. Poznajesz? Maria nie reaguje. Jerzy się śmieje. MARIA: Co pana tak cieszy? STARY JERZY: Przyjrzyj się uważnie. Widzisz coś? POWSTANIEC: (do Marii) Spójrz na mnie. MARIA Podnosi zdjęcia. Przegląda. Powstaniec patrzy jej przez ramię. MARIA: Jakie zdjęcia. STARY JERZY: Daj mi je, dziecko. MARIA: Skąd to? STARY JERZY: Pamiątki z wojny. Osobiste, w zasadzie intymne. Oddaj. MARIA: Zaraz. To Warszawa w 44r. Skąd pan to ma? Powstaniec staje tuż za nią. Ten człowiek ranny w szyję… On wygląda jak mój dziadek. Jest łudząco podobny. Widziałam jedno zdjęcie dziadka, ale wyglądał identycznie. Pan znał tego człowieka? STARY JERZY patrzy na Powstańca: STARY JERZY: Nie miałem przyjemności. Oddaj mi te zdjęcia. MARIA: To może być on. STARY JERZY: Powiedziałem oddaj. Jerzy zabiera zdjęcia. Powstaniec chodzi wściekły po pokoju. STARY JERZY: Napijmy się herbaty. Nie złożysz mi urodzinowych życzeń? MARIA: Wszystkiego najlepszego, panie Jerzy. STARY JERZY: Dąsasz się na mnie. Powstaniec stanął tuż przy Marii. MARIA: Niech pan mi powie skąd pan to ma? Tak niewiele wiem o dziadku, prawie nic. A może to właśnie on? STARY JERZY: Znalazłem te zdjęcia w jakiejś rodzinnej skrytce ze starymi pamiątkami. Nic więcej nie wiem, dziecko. Przez pokój przechodzi ARMIA CZ. Cz. w mundurze. Macha na pozdrowienie do Jerzego, wychodzi. STARY JERZY: do Marii Zamknij okno. Wszystko pozamykaj!! MARIA: Jest zamknięte. STARY JERZY: : Na wszystkie zamki? Żeby nikt nie wchodził! MARIA: Bez obaw. STARY JERZY: I drzwi i okna? Wszystko? MARIA: Co pana znów napadło? Wszystko zamknęłam bardzo dokładnie. STARY JERZY: Ty chyba nie wierzysz w duchy, co? MARIA: A pan wierzy? STARY JERZY: Ja już jestem w takim wieku, że we wszystko wierzę. MARIA: Pokaże mi pan to miejsce nad Wisłą, gdzie robił pan te zdjęcia? STARY JERZY: Ja nie robiłem tych zdjęć. Przysięgam. MARIA: Zrobię herbatę. *** STARY JERZY: Byłem dla niej za ostry, psia mać. Nie wiem, skąd mi się to bierze. Ona jest taka urocza… Powstaniec siada na kanapie obok Jerzego. . STARY JERZY: Przesadziłeś z tą bliskością. POWSTANIEC: Nie za dobrze ci tu, nie za bezpiecznie? STARY JERZY: Nie jest dobrze. Niepotrzebnie ją zdenerwowałem. Ona ma taki miły uśmiech, trochę krzywy. Moja świętej pamięci żona też taki miała. Uroczy. Mógłbym godzinami patrzeć na ten jej uśmiech. Widzę go jak tylko zamknę oczy. Zawsze przed zaśnięciem widzę ten jej uśmiech. Widzę go tak namacalnie, tak blisko. Nie mogę zasnąć. Chcę ją dotknąć, wyciągam rękę i wtedy uśmiech znika. Widzę mój codzienny, zagrzybiony sufit. Słyszę szumy w rurach i odgłosy sąsiadów... Myślałem, że na mnie już kobiety nie działają, ale się pomyliłem. Zrobiłbym wszystko, żeby to właśnie ona podała mi lekarstwa, poczytała gazetę czy przykryła kołdrą. POWSTANIEC: To się nazywa późna miłość. STARY JERZY: Chyba jakoś tak. *** Maria wnosi imbryk z herbatą i lichtarz ze świecami. Stawia świece przed powstańcem. Zapala. Siada naprzeciw. Maria i powstaniec patrzą na siebie poprzez świece. MARIA: Lubię taki ogień. Ma w sobie jakąś moc, jakąś opowieść, którą trudno namacać. Nie chcę być natarczywa, Panie Jerzy, ale bardzo jestem ciekawa tych zdjęć. Skąd się znalazły u pana? STARY JERZY: Czy to ważne skąd? Mam pamiątkę i tyle. MARIA: Tam jest tych portretów więcej. Pokaże mi je pan? To wszystko powstańcy! STARY JERZY: Nie ma do czego wracać. MARIA: Pan ich widział, pan tam był, prawda? O moim dziadku wiem tyle, co nic. Że walczył w powstaniu i zginął gdzieś na Powiślu, w połowie sierpnia 44r. Powstaniec gasi jedną ze świeczek. STARY JERZY: Okoliczności śmierci nie są tak ciekawe, jak ci się wydaje. Niepotrzebnie się tym tak ekscytujesz, dziecko. Trup to tylko trup. Za dużo się przejmujemy tym, co już umarło, a za mało tym, co żyje. MARIA: Wie pan, może to głupie, ale… STARY JERZY: Ale co? MARIA: Ja go czasem czuję. Dziadka. Czuję go wyraźnie... STARY JERZY: To już niedobrze. Czujesz go tu? Powstaniec przybliża się do niej. Próbuje zaznaczyć swoją obecność. MARIA: Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. To bez znaczenia. Tak po prostu jest. Przychodzę do pana, a … STARY JERZY: No, co, dziecko? MARIA: Czuję… STARY JERZY: No mów. MARIA: … jakbym to jemu poprawiała poduszki na fotelu, czy ścieliła to łóżko. STARY JERZY: Więc przychodzisz tu dla niego? MARIA: Wiedziałam, że to głupie. Mówię o odczuciach. STARY JERZY: Ja cię rozumiem. Tylko co to da? Nic. Nic z tym się nie da zrobić. MARIA: Może chodźmy na spacer, nad Wisłę. STARY JERZY: Tylko nie nad Wisłę MARIA: Taka ładna pogoda. STARY JERZY: Tylko nie nad Wisłę, dziecko. Tu mi dobrze. MARIA: To zdjęcie, które mi pan zabrał, nie daje mi spokoju. A jeżeli to naprawdę on? Mój dziadek? STARY JERZY: To co? MARIA: To by znaczyło, że pan go widział. Pan go spotkał, prawda? STARY JERZY: Jakie to irytująco naiwne. Myślisz, że pierwsze stare zdjęcie z mojej szuflady to akurat zdjęcie właśnie tej osoby, której ty szukasz? Powstaniec gasi świeczki. MARIA: Ja już nie szukam. Właśnie znalazłam. STARY JERZY: Takich zdjęć jak te, jest dużo. Nie tylko Niemcy mieli aparaty. Nasi też mieli, i Sowieci mieli. To że mam te zdjęcia, to jeszcze nie dowód, że tam byłem. MARIA: Pamięta pan, jak się ten człowiek nazywał? Choćby imię, cokolwiek. STARY JERZY: Bardzo bym chciał ci pomóc, ale nie mogę. MARIA: Ale był pan tam, nad Wisłą, w sierpniu 44 roku? STARY JERZY: Ale nic nie pamiętam. MARIA: Robi pan ze mnie kretynkę? Grzecznego, potulnego kociaka, któremu można wcisnąć dowolną bajkę? Muszę wiedzieć jak powstały te zdjęcia? Kto je robił? Dlaczego? STARY JERZY: Ja ci w tym nie pomogę. MARIA: Wystarczy, żeby pan nie przeszkadzał. Tak mi się zdaje. Był pan przy jego śmierci, tak? STARY JERZY: Po co mnie atakujesz, Mario? Ty zawsze taka miła i spokojna Przestańmy się kłócić. Kłótnia nic nie da, niczego nie zmieni na lepsze. Napij się. MARIA: Nie przejdzie mi teraz przez gardło żadna grzeczna herbatka. STARY JERZY: Ja cię tak proszę. MARIA: Nie mam ochoty świętować pańskich urodzin. Nie mam nawet siły z panem przebywać. Chcę tylko wiedzieć jak pan go poznał? Co się z nim stało? To w zasadzie wiem. Ale jak to się stało? STARY JERZY: A kim ty w jesteś, że mnie tak przepytujesz? Jakim prawem? MARIA: Potrzebuję to wiedzieć. Żeby sobie pomóc. STARY JERZY: Tak sobie nie pomożesz. Spójrz, kim ty kobieto w zasadzie jesteś. Opiekunką niedołężnego starca! Kucharko – sprzątaczką! I ty żądasz ode mnie spowiedzi z mojego życia? Ty wypytujesz mnie o moje najintymniejsze wspomnienia? Ja tego nie muszę mówić nikomu, nawet Bogu, jeśli jest. Nie muszę mówić. To są moje wspomnienia, moja historia i nie mam potrzeby do zwierzeń. MARIA: Na mnie już pora. STARY JERZY: Znowu powiedziałem za dużo. Przepraszam. MARIA: Nic pan nie powiedział z tego, co trzeba. Nic. Ja potrzebuję tej prawdy, a pan wręcz przeciwnie. Tracimy razem czas. STARY JERZY: Mario. Wróć. Nie zdążyłem powiedzieć ci prawdy. Prawdy nie da się ot tak wypowiedzieć. Wydobyć przez zardzewiałe gardło. Za długo siedziała wewnątrz. Zniekształciła się … Mariooo. POWSTANIEC: No nie udała się romantyczna herbatka. Nie udała się. STARY JERZY: Zamknij się. Przez ciebie poszła. POWSTANIEC: Pamiętasz tamten sierpień? Cały czas słychać wystrzały. Ciepło. Obaj jesteśmy nad Wisłą. Jakieś pół kilometra od siebie. Ty po prawej, ja po lewej stronie rzeki. Ona nas dzieli, ale jest most. Most Kierbedzia jeszcze stał. STARY JERZY: Tak. Mogłem zebrać kilku ludzi i wbiec na most. Mogłem mieć te parę sekund wolności. Ostatnich w życiu. Tego byś chciał? Ja nie przysięgałem walki o honor ojczyzny aż do mojej śmierci. Niektórzy koledzy nie wytrzymywali napięcia i wbiegali prosto pod ostrzał. Inni próbowali na własną rękę jakoś tę Wisłę przepłynąć. Ile wtedy ludzi poszło na dno… Ja czekałem na rozkaz. To nieprawdopodobne, żeby nie przyszedł rozkaz. To się nie może zdarzyć. Jesteśmy już tak blisko. Tak blisko! *** STARY JERZY: Ona tylko chciała pójść ze mną nad Wisłę. Czemu się na to nie zdobyłem. Może dałbym radę. POWSTANIEC: Nad Wisłą jest teraz przyjemnie, cicho. Wiatr powiewa. STARY JERZY: Pusto jak zwykle. Pojedynczy wędkarze cierpliwie moczą te swoje kije. Nawet nie mają pojęcia, co mogliby złowić. Tu czas płynie inaczej. To jest zupełnie inny czas. Przelewa się jak chce, niby wolniutko. Ale to żywioł. Kiedy zamknę oczy czuję, jak przelewa się przeze mnie, ten czas. I ta Wisła. WISŁA: / Grana przez tą samą aktorkę, co Maria/ Płynę. Płynę przez to miasto prawie niezauważona Pod jednym mostem rozlewam się szeroko, pod drugim niekiedy odsłaniam lekko przeszłość, Uchylam rąbka niby tajemnicy. STARY JERZY: Nie byłem tu tyle lat. Gęsto tu od wspomnień. WISŁA: Wylewam regularnie dwa razy do roku. Czasem dorzucę coś ekstra, taki gest. Szybko wdzieram się w miasto i zwiedzam co się da Wtedy ludzie się roją i gapią w mój nurt, Patrzą z mostów i brzegów i nie odstępują ustawiają przeszkody jak płotki do skoku. Szybki wyskok w Powiśle, Gocław, Saską Kępę na miasto, które się zwykle ode mnie odwraca. Wstydliwie chowa przede mną swą twarz. Czemu chowa? POWSTANIEC: Pamiętasz tamten sierpień? WISŁA: Nie całują się tu, nie obłapują Nie wrzucają w mój nurt marzeń Patrzą kiedy się burzę, grożę i wylewam. Inaczej nawet nie spojrzą, No, chyba że z psem. STARY JERZY: Z Marią mógłbym już nawet patrzeć w ten twój nurt. Tak mi się przynajmniej wydaje. WISŁA: Tyle ciekawych rzeczy trzymam u siebie na dnie. Konstrukcje dawnych mostów, szczątki ludzkich kości, Broń, mam dużo broni różnego rodzaju. przechowuję żarliwie wszystkie te pamiątki Ludzie niby to wiedzą, ale widzieć nie chcą. Mnie też chyba widzieć nie chcą. Odwracają się. Co takiego zrobiłam, że się odwracają? POWSTANIEC: Jak się przedostać na drugą stronę? Jak dotrzeć do naszych z meldunkiem? Przeklęta ta rzeka. WISŁA: W innych miastach przynajmniej mnie zauważają Przychodzą, puszczą kaczkę, lub kaczkę nakarmią A tutaj jestem jeden wielki kłopot Rów tektoniczny w samym sercu miasta. STARY JERZY: Rów tektoniczny. Tak WISŁA: Na planach urzędników jestem sercem Polski, Mało, dużo za mało - aortą Europy. STARY JERZY: Lubimy wzniosłe plany na kredowym papierze. Kto nie lubi. WISŁA: Kiedy tu wróci życie, rytm i rwetes dnia Szelesty spódnic, pogwarki, niespieszne spacery, Śmiech w nadrzecznych bulwarach i długie rozmowy Polaków, spokojne, harmonijne niekoniecznie nocą? STARY JERZY: Kiedy tu wróci życie? Tobie mogę powiedzieć wszystko. Utopić w tobie moją pamięć, moje myśli. Jeśli kiedyś wypłyną, to w innym miejscu i czasie, już bez znaczenia. Patrzyłem na płonącą Warszawę, na tę wielką łunę nad miastem, na dzielącą nas rzekę. Łowiłem zwęglone strzępy, które fruwały wszędzie… Rozkaz ataku ciągle nie przychodził. Nie byłem w stanie dłużej czekać. Tam po drugiej stronie został cały mój dawny świat, do którego cudem wróciłem… Wtedy krzyknąłem do swoich żołnierzy i ruszyliśmy na most Kierbedzia. Nie patrzyliśmy na nic. Nie patrzyliśmy za siebie. Nie oglądaliśmy się na Rosjan, biegliśmy mostem na Starówkę. Tyle lat na to czekałem, w łagrach, potem w tym marszu znad Oki. I oto biegłem do naszych, najszybciej jak się da, wyzwalać Warszawę. WISŁA: Hola. Hola. STARY JERZY: Pędziliśmy jak wiatr, rycerze – wyzwoliciele. W tym jednym momencie zapomniałem o strachu, o latach upokorzeń, o niekończącej się tułaczce…Wreszcie biegłem z bronią w ręku na wroga, byle tylko dopaść drugiego brzegu i otworzyć ogień. Wyzwalać Warszawę!!! WISŁA: Hola! Nie zapędzaj się tak. Stałeś skulony jak pies z podwiniętym ogonem i patrzyłeś na lewy brzeg. Płakałeś. Ryczałeś jak baba i ocierałeś ukradkiem te łzy, żeby nikt nie zobaczył. STARY JERZY: Byliśmy cały czas na stanowiskach, w pełni gotowi. Czekaliśmy na cud. POWSTANIEC: Drugi cud nad Wisłą? WISŁA: Z obu moich stron nadzieja. Gigantyczna nadzieja jak wał przeciwpowodziowy Odgradzała mnie od miasta Wyczekiwanie kiedy coś się ruszy ku mnie, przeze mnie, nade mną. Ogólna GOTOWOŚĆ, GOTOWOŚĆ, GOTOWOŚĆ… I to hipnotyczne wpatrywanie się w przeciwległy brzeg Tęsknota tak gęsta, że widać ją było Nad taflą moich wód. Niektórym się wydawało, że przejdą po niej Jak po moście. STARY JERZY: Tylko rozkaz. Wystarczy jeden rozkaz. WISŁA: Byłam tu gdzie zawsze Robiłam to, co zawsze Płynęłam! Swoim torem, swoim normalnym rytmem. W blasku słońca i blasku nocnych wystrzałów Ale dla was wtedy nie płynęłam normalnie. POWSTANIEC: Dzieliłaś! STARY JERZY: Niewybaczalnie dzieliłaś. I nadal dzielisz. Tam jest ten drugi brzeg, ze starówką. Zniszczony, ale się odbuduje. Tak blisko. Tak upragniony. WISŁA: I co? Nieudany atak na Czerniaków, No niestety, niestety, Nie udało się. kilka niecelnych zrzutów roztrzaskanej broni, wycof. Głucha cisza. Nieobecność zwielokrotniona. Po obu stronach oczy zgaszonych żołnierzy, kobiet, mężczyzn, dzieci tysiące par oczu zgaszonych w moim nurcie. I to przymusowe świadkowanie, słuchanie mimowolne Jak strzelają, tratują, miażdżą, rozwalają, wywożą. Potem coraz ciszej. Ciszej. W końcu cicho. Cisza PO I cisza PRZED. STARY JERZY: Tego nie dawało się słuchać. Ja po pewnym czasie po prostu przestałem to słyszeć. WISŁA: Ile wrzucono we mnie klątw Ile wtedy potopiono we mnie marzeń, niby prostych Naiwnych wręcz myślę A nierealnych Nierealnych kompletnie Niewyobrażalnie O zobaczeniu resztek spalonego domu O spotkaniu kogoś z tego życia sprzed… Żony, syna, matki, lub choćby znajomka Kogoś, w kim także tkwiła pamięć tego świata… Od tamtej chwili tak mnie unikają A może nienawidzą? O nienawiść tu łatwo. A zresztą … POWSTANIEC: Patrzę na prawy brzeg. Tam są też Polacy. Tak blisko. Trzeba się porozumieć, ustalić strategię. Łódki żadnej nie ma, ale przecież nieźle pływam. Mogę spróbować. STARY JERZY: Patrzę na lewy brzeg i zamykam oczy. Mamy samogon. Z początku się go nie ruszało, ale teraz już nie da się inaczej. Bo bez sensu to wszystko. Bez sensu to powstanie akurat teraz. Nie mogliście poczekać? POWSTANIEC: Na co? STARY JERZY: Sam nie wiem. Musieliście akurat wtedy? Może gdyby powstanie nie wybuchło, może przeszlibyśmy z rozpędu Wisłę. Może Sowieci nie byliby tak bezwzględni… Sam już nie wiem. Daliście poszaleć hitlerowcom, ronowcom, wszystkim zwyrodnialcom, którzy się w siłach niemieckich ostali. I poszaleli. Na was, na waszych dzieciach. Na waszych kobietach. Byliśmy tuż, tuż. I te kanały. Bohaterowie ginący w kanałach. Wycofywaliście się w strumieniu wody z gównem po pas, po szyję… I tonęliście w tym gównie. Pojawia się ARMIA CZ.. Wyciąga rękę do Jerzego. STARY JERZY: A ty tu czego.? ARMIA CZ.: Czekałam na ciebie. STARY JERZY: Won. Won znad Wisły. POWSTANIEC: Przecież ona tu leży. Daj spokój. STARY JERZY: do Armii Wchodzi jak do stodoły. Nawet przez myśl jej nie przejdzie, żeby spytać, czy można. ARMIA CZ: A można? STARY JERZY: Nie. do Powstańca Weź ją stąd gdzieś wyprowadź. Urodziny mam. Należy mi się choć jeden dzień spokoju. ARMIA CZ.: Przecież jestem spokojna. Nic nie robię. Siedzę sobie. Armia CZ. bawi się monetami. STARY JERZY: Nie brzęcz tymi monetami! Jak mnie to drażni. Patrzeć na nią nie mogę. POWSTANIEC: Co ty się tak jej brzydzisz? Przecież przyszedłeś z nią setki kilometrów, z Sielc nad Oką, ramię w ramię. STARY JERZY: Przyszedłem. Nie każdy miał szczęście trafić do armii Andersa i wyjść do Afryki. Zanim się wydostałem z głębi Rosji, Anders wyprowadził swoje wojsko do Iranu. ARMIA CZ.: Do powstańca siedzącego na fotelu Posuń się. Powstaniec robi jej miejsce. STARY JERZY: Wy tak razem, obok siebie…? Do powstańca Jak ty to wytrzymujesz? POWSTANIEC: No co, normalnie. Nasza nienawiść już się przeterminowała. ARMIA CZ: Karmi tylko świeża. Taka jak twoja. STARY JERZY: Powstało nowe wojsko „polskie”. Upewniałem się jak mogłem, czy to będzie naprawdę polskie wojsko. Czepiałem się każdego szczegółu, żeby mieć tę nadzieję. Cieszyłem się z każdej polskiej flagi, a flag akurat było aż nadto. Cieszyłem się ze słowa „Polska”, które wreszcie, po latach, można było głośno wymawiać. ARMIA: Wolno im było. Trochę to było wkurzające, ale taki był rozkaz. Bez przerwy mówili: „Polska, Polska,” jakby to było najbogatsze miejsce na świecie. Też na nią czekałam. No i rzeczywiście, trochę łupu było… STARY JERZY I Powstaniec zrywają się, żeby jej przylutować. ARMIA: No co? Ręce przy sobie. We dwóch na jedną? Niehonorowo. STARY JERZY: Jak ja się cieszyłem z polskiej przysięgi, z kapelana, który był Polakiem. Nawet te kury na guzikach, które miały imitować polskiego orzełka, budziły jakąś nadzieję. Odbierano nam ją nam powoli i umiejętnie. POWSTANIEC: Miałeś dobre intencje, co? Sorry, nie obchodzą mnie twoje intencje, nie obchodzą mnie okoliczności, obchodzą mnie fakty. Dla mnie ty jesteś zdrajca. ARMIA: Miło popatrzeć, jak sobie skaczecie do gardeł. STARY JERZY: Milcz. ARMIA: Zdrajca. Trzeba go było pilnować na każdym kroku. Niby się boi, niby posłuszny, żyć chce, slogany grzecznie powtarza, ale strach nawet na chwilę się odwrócić, bo albo ucieknie, albo zabije, albo jedno i drugie. Wiecznie w czujności. STARY JERZY: Wiecznie w czujności. Pamiętam jak dziś desant pod Dęblinem. Do zdobywania przyczółku na Wiśle oddelegowano garstkę naszych, niedoświadczonych zapaleńców. Wśród nich był mój przyjaciel. Sprzętu przeprawowego mieliście dość, wsparcia z powietrza, amunicji – w bród. Ale w tej akcji tego nie użyto. ARMIA: Co się na mnie gapisz? Ja nie dowodziłam. STARY JERZY: Wasi dowódcy, o rdzennie polskich nazwiskach, posłali naszych żołnierzy na rzeź. Niemcy namierzyli ich jeszcze na rzece. Do brzegu dotarli nieliczni, rozproszeni, prosto pod ostrzał. Otoczeni ze wszystkich stron. ARMIA: Zdarzały się błędy taktyczne. STARY JERZY: Te błędy zdarzały się regularnie. I za każdym razem nasi żołnierze byli wystrzelani jak kaczki. ARMIA: Jeśli operacja się nie uda, przynajmniej rozpoznamy punkty ogniowe… STARY JERZY rzuca się na Armię. Dusi. ARMIA: A ten znowu. No ja już z nim nie mogę. Zdejmij go ze mnie. POWSTANIEC ściąga Jerzego Chodź, chodź. Opowiadaj. To nawet ładnie brzmi. STARY JERZY: Nikt głośno nie narzekał, bał się o życie. Ale powoli dochodziło do nas coraz jaśniej, po co tu jesteśmy. ARMIA: Dwulicowe ścierwo. A wydawali się tacy przyjaźni. POWSTANIEC: I w końcu jednak przyszedł upragniony rozkaz ataku na przyczółek Czerniakowski. STARY JERZY: Nic już nie czułem. Mój oddział został. Koledzy popłynęli na tamtą stronę. Widziałem, jak ich pontony mkną po falach. Już było jasno. Bez zaskoczenia. Bez wsparcia z powietrza. Kilka godzin za późno, bo na pontony od Rosjan długo się czekało… W zasadzie scenariusz był mi znany. A jednak człowiek ciągle ma nadzieję. ARMIA: Chcieli walczyć o Polskę. Walczyli jak prawdziwi żołnierze. STARY JERZY: Widziałem potem ich ciała, w styczniu, kiedy weszliśmy do miasta. Setki ciał, na gęsto, posianych jak sito. A radio „Pszczółka” nadawało z entuzjazmem: Bohaterska choć zakończona klęską próba pomocy Powstaniu Warszawskiemu. Kościuszkowcy w ofiarnej próbie ratowania Warszawy. STARY JERZY: Moje dzieci uczyły się potem w szkole, jak to się dzielnym Kościuszkowcom nie udało. I to miasto. Warszawa – ruiny, trupy i nie kończące się gruzowisko raziły jakimś nieznanym mi pięknem. To było porażające, i porażająco piękne. POWSTANIEC: Pogratulować gustu. STARY JERZY: Nie wierzyłem, że to miasto się odbuduje. W zasadzie nie wierzę do dziś. WISŁA: To wszystko? STARY JERZY: Kiedy tu wróci Maria? Straciłem ją. Najgłupiej jak można. Gdybym mógł jeszcze coś cofnąć, naprawić. Gdybym miał jeszcze jedną szansę… Wszystko bym jej powiedział. Znalazłbym te słowa… Chciałbym z nią wypić herbatę. Pobyć w tym samym pokoju. Po prostu pobyć z kimś miłym. Tylko tyle. Już nie przyjdzie, nie otuli mnie kocem. Nie pozwoli w swojej obecności patrzeć na świat. Jaki świat w jej obecności był piękny. Wszystko mi się przy niej podobało! Wszystko mnie cieszyło. To był prawdziwy cud. Najprawdziwszy. Chcę zobaczyć jej uśmiech. Zniknął mi z oczu. Zawsze był, nieproszony. Te jej dołeczki… Mógłbym spokojnie umrzeć z tym widokiem. WISŁA: Pytam, czy to wszystko? STARY JERZY: Nie męcz mnie już. I tak powiedziałem za dużo. Wisła konfrontuje Jerzego z Powstańcem. WISŁA: Pamiętasz jak go spotkałeś? STARY JERZY: Wszystkie twarze z przeszłości są do siebie podobne, zlewają się. Setki twarzy. Nie wiadomo, czy były naprawdę. A może to tylko sen? Nocny koszmar, który się zapomniał i straszy na okrągło, dzień i noc. WISŁA: Chodzi o tę konkretną twarz. STARY JERZY: Unikałem spojrzenia w twarz. Tego się nie dawało wytrzymać. Nawet po pijanemu. POWSTANIEC: Płynąłem do was po pomoc. Na rzece dostałem w szyję. Cudem dopłynąłem. STARY JERZY: Znalazłem go na brzegu Wisły. Postrzelone gardło, skrajnie wycieńczony. Próbowałem go schować zanim Sowieci zobaczą, ale on się uparł. POWSTANIEC: Mój oddział już prawie wybity. Broń się kończy. Ruszcie wreszcie te dupy. STARY JERZY: meldunek rozlazł się w wodzie zupełnie, nic nie można było wyczytać. Zdążyłem połknąć tę kartkę zanim ona przyszła. Zadowolona, podniecona, z karabinem na sznurku i aparatem do dokumentacji upolowanej zwierzyny. Zrobiła mu zdjęcie. A on ciągle charkotał przez to przestrzelone gardło i charkotał. Próbował się z nami porozumieć, kurwa. Bałem się, że to ją rozsierdzi, że go zakłuje bagnetem na moich oczach. Zrewidowała go, zszarpała z niego kurtkę i buty. Cieszyła się bardzo, bo znalazła w jego kieszeni kilka monet … Armia przelicza monety… ARMIA: A ty co tak stoisz, strzelaj. No, strzelaj. STARY JERZY: krzyczy do powstańca Do Wisły. Z powrotem do Wisły. No szybko. Nie widzisz, co się tu dzieje? POWSTANIEC. Patrzyłem w twoje przerażone oczy. Próbowałem zrozumieć… STARY JERZY: To było gorsze niż te wszystkie ostre słowa, które potem o Kościuszkowcach słyszałem. Armia strzela do Powstańca. STARY JERZY zabija ją nożem. i STARY JERZY: Ocierając nóż z krwi: Zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Ciała nigdy nie odnaleziono. Tak to z takimi bohaterami bywa na wojnie. ARMIA: Przynajmniej zapal świeczkę, STARY JERZY: Nie palę. Śmierć za śmierć. ARMIA: To chociaż przeproś. STARY JERZY: Ty pierwsza przeproś. ARMIA: No co ty. Ja nie przepraszam. WISŁA: Pat. Sytuacja patowa. Skąd ja to znam? Już ci lepiej? STARY JERZY: Pozwoliłem jej zabić, potem pozwoliłem sobie… I całe życie w tym tkwię. Pęknięty od środka. WISŁA: Pęknięty od środka Sam się nie zrośnie Ranę trzeba oczyścić Żeby nie ropiała I dopiero wtedy Rany leczy czas. Powstaniec podchodzi do Jerzego. Odwija kawałek swojego bandaża, podaje mu końcówkę. Ten chwyta koniec i posłusznie idzie za powstańcem. STARY JERZY: Nie nadążę za tobą, człowieku, nigdy nie nadążałem. Powstaniec przeprowadza go przez Wisłę, z Pragi na lewy brzeg. Idą po wodzie. ARMIA: Nie zostawiajcie mnie tu samej. Chcę tak jak wy. Iść po wodzie, rozchlapywać ją. Iść lekko, bez tego cholernego ciężaru. Jak wy to robicie? Nie zostawiajcie mnie. WISŁA : To wszystko? STARY JERZY: To wszystko przez nią. I do dziś ciągle tu przyłazi i nie może się odczepić. ARMIA CZ: Co ty byś ode mnie chciał, spowiedzi? STARY JERZY: Tak. Spowiedzi. ARMIA CZ: Człowieku. Ja często sama nie wiem co czuję i co myślę. Zamęt mam w głowie taki… Szkoda gadać. Przyszłam po przyjacielsku. Doceń to. Walczę ze sobą… Myślisz, że mi wtedy nad tą Wisłą było przyjemnie? No trochę było. Po tych marszach wojennych całymi miesiącami, to było jak wczasy nad rzeką. Dużo łupu wśród cywili, seks na ulicach, dużo dobrej wódki, i ten awans, już prawie w kieszeni. Te pagony oficerskie, te ordery na klapie… Jak ja to kocham. STARY JERZY się na nią rzuca. ARMIA: Znowu? To już się robi nudne. Zrób coś z ta nienawiścią, ogarnij się jakoś, no. STARY JERZY: Przeproś. ARMIA: Kiedy ja tego zupełnie nie czuję. Cholernie nie chce mi się przepraszać. STARY JERZY: To powinno pójść po dobroci, bez przymusu. Ale jakoś nie wychodzi. Będziemy ćwiczyć. Gdyby Maria tu była… ARMIA: Maria. Jezus Maria, znowu ta Maria. Ja jestem twoją obsesją, nie tamta. Maria cudowna, Maria kochana. Tylko tak mówisz, ale twoje słowa są bezsilne i tylko mielą to powietrze. Może na początku to było słowo, ale teraz jest bezsilny bełkot. Cały czas mnie przyciągasz. Mnie. Nie dajesz mi spokoju. Robisz ze mnie demona. I to ja mam nad tobą władzę, nie tamta. Tylko na co mi to. STARY JERZY: Chciałbym uwolnić się wreszcie z tego brzegu. Wznieść się ponad tę rzekę, przerzucić te mosty. Tylko jak? Utkwiłem tu z takimi jak ty. ARMIA CZ.: No właśnie. Ja też się nie mogę stąd ruszyć, chociaż twoje towarzystwo mi nie odpowiada. WISŁA: Kiedy wasza nienawiść wreszcie się wysyci Kiedy przestanie kąsać na oślep i dzielić Chcę po prostu płynąć jak każda rzeka, bez podtekstów! Kto zdejmie ze mnie to przekleństwo? Nachyli się nam nurtem i zobaczy tam życie. No kto? *** STARY JERZY: do powstańca. Zazdrościłem ci tego, kim byłeś i tego, że odszedłeś jak bohater. POWSTANIEC: Nie rób ze mnie pomnika, a z siebie męczennika. Strach był twoim dowódcą. STARY JERZY: Strach. Nie wiesz, co się działo dalej. Zresztą jej się pytaj, jak było. Czemu tylko ja mam się spowiadać? Ona nie spowiada się nigdy. ARMIA: Znowu te gorzkie żale? To nie dla mnie. STARY JERZY: Ten żal cały czas mnie dusi. Widziałem, jak łupicie mój kraj, obrońcy! „Won do siebie, potomki Czingis Chana”. Patrzyłem na was i było mi słabo z obrzydzenia i pogardy. A wy w wirze pracy: grabiliście, gwałciliście i polowaliście na „wrogów”, a wrogiem mógł się stać każdy... Na wschód szło wszystko, co dało się zrabować. Wszystkie przedmioty z domów, garnki, pierzyny, koce, meble, nawet książki, nie wiem po co, chyba na skręty. Wszystko warte coś, lub niewarte nic. Nieważne. Do gołych murów, nawet ramy okienne… ARMIA CZ.: Wszystko się może przydać w mojej kochanej ojczyźnie. W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę. Nie wrócę przez ciebie. STARY JERZY: Nie mogłem tego znieść. Co miałem robić? Stałem i mimowolnie byłem świadkiem. Teraz już rozumiałem, po co tu jestem. ARMIA CZ.: Strach i terror to narzędzia sprawdzone, przetestowane starannie. Działają bez zarzutu. Ale po co jeszcze ta nienawiść? Przecież jesteśmy sąsiadami. STARY JERZY: Sąsiadami! STARY JERZY znów zabija armię. STARY JERZY: Wydawało mi się, że przeszedłem już piekło wtedy, nad Wisłą, kiedy patrzyłem na płonące ukochane miasto i nie broniłem go. Ale to był tylko pierwszy krąg piekła. Wkrótce znalazłem się głębiej. Sam miałem łupić i ładować na wozy. Łupić własny kraj. Taki rozkaz. Kim ja właściwie jestem? Przytwierdzono mi cudzą twarz, obcą, wrogą, znienawidzoną. Jak długo mam ją nosić? Jak długo wytrzymać z taką twarzą? I w imię czego mam tak chodzić? Czy tego strachu wystarczy? Żeby dalej w tym tkwić? Nie chcę oddać życia pochopnie, za szybko, za słowo o honorze, ale chcę być człowiekiem, rozumiesz? Ja tu jestem u siebie. Na swojej ziemi. Nie chciałem być ofiarą, jak on. Nie pociągało mnie braterstwo śmierci… Wydawało mi się, że dopóki żyję, mogę dokonywać wyborów. Dlaczego miałem wybierać między śmiercią a twarzą zdrajcy? A może była inna ścieżka, której nie dostrzegłem? Może ja jestem ślepy, może za mało sprytny, żeby uchować swoje człowieczeństwo? WISŁA: A kim ty jesteś? ARMIA: Nikim z dużymi pretensjami. Wszyscy jesteśmy nikim. STARY JERZY: Pozwoliłem się użyć jak jakiś łach. Powtarzałem za wszystkimi nie moje myśli, obce frazesy i komunały. To mi zostało. To wchodzi do krwioobiegu. Do dziś łapię się na tym, która wypowiadana przeze mnie myśl jest naprawdę moja, a która tylko tam zręcznie zainstalowana. Czy w ogóle to jestem ja, czy jakaś nadmuchana kukła, marionetka z precyzyjną instrukcją obsługi? ARMIA: To było tak dawno … Mógłbyś już przestać, powiedzieć jak kompan coś miłego, albo przynajmniej neutralnego, a ty cały czas żyjesz przeszłością. Ciągle ta wina. STARY JERZY: Trudno się od niej uwolnić. Nie wiem jak. WISŁA: Ile ty dusz masz na sumieniu, co? To już wszystkie? STARY JERZY: Jeszcze jeden. Słyszałem krzyk dziewczyny, wołanie pomocy. I Sowieciarza na niej. Bałem się, ale na szczęście odruch był silniejszy. Natychmiast złapałem kamień, walę drania w łeb. Nie działa. Za subtelne to. Nie miałem noża. ARMIA: Strzał. STARY JERZY: Strzały były groźne. Przyciągały ciekawskich . Dziewczyna błyskawicznie z ofiary przeistoczyła się w opiekunkę udzielającą mi schronienia. Ukryła mnie, ciało i sama się schowała z nami. Siedzieliśmy tak w skrytce, ściśnięci jak śledzie. Ona, ten trup, i ja, kilkanaście godzin, tuż przy sobie, w ciszy. Aż będzie można bezpiecznie wyjść i ukryć ciało. To nas połączyło. Potem, już po Berlinie, wróciłem do tego domu nad Wisłą i znalazłem ją tam. Powitała mnie jak bohatera, wybawcę. Wreszcie byłem bohaterem. Zaraz potem wzięliśmy ślub. ARMIA CZ.: Romantyczna historia miłości silniejszej od mojej śmierci. STARY JERZY: Powiedziałem już wszystko. Możesz już iść. ARMIA: Niemcom jakoś łatwiej wybaczyć czy co? STARY JERZY: Czego ty chcesz? sąsiedzkiej harmonii? Jakoś sobie nie wyobrażam, sorry. Nie jestem taki głupi. Patrzę na ciebie i już się boję, od samej świadomości, że tu jesteś. Już w tym wyczuwam coś podstępnego. Po co mi ten strach? Został mi jak spadek. Siedzi gdzieś w zakamarkach mózgu… To silniejsze, niż bym chciał. ARMIA: Spójrz mi w oczy chociaż raz. Zawsze widzisz tępych żołdaków w machinie systemu, nie widzisz ludzi. STARY JERZY: Nie widzę ludzi. Widzę dzicz. Jezu, jak ja bym chciał zobaczyć w was ludzi. ARMIA CZ.: Świece chociaż zapalisz? STARY JERZY: Za twoją duszę? Niech będzie. Powstaniec (Stary Jerzy) bierze jedną z tych brzęczących monet, wkłada Armii CZ w usta i idzie z nią po wodzie. JERZY: Chyba nie podzielam twojego optymizmu. Nie to, żebym nie miał wyobraźni, ale jakoś ciężko mi to idzie. WISŁA: Płynę. Płynę przez to miasto bez błogosławieństwa. Płynę w swoją stronę. Rozlewam się ciekawie po brzegach. Patrzę, jak tu się żyje, bez wielkich nadziei Ale może jednak? może mnie zauważą? Wodę. Życiodajną wodę. ©Agata Wieczyńska - Krawiec

Aby dodać komentarz musisz sie zalogować

Jakie spektakle o Warszawie i/lub Wiśle? Przedstaw swój pomysł na spektakl o Warszawie i/lub Wiśle. Na pomysły czekamy do końca września

agata.wieczynska@gmail.com 30 wrzesień 2015 "Słoiku, otwórz się!" - spektakl muzyczny o warszawskich słoikach. Obrazy życia w tym mieście kilkoro przyjezdnych. Prowadzone równolegle historie, podkręcone piosenkami wyrażającymi emocje, nadzieje, pragnienia i odbiór miasta z perspektywy dnia codziennego. Piosenki mogę z przyjemnością napisać. Agata Wieczyńska - Krawiec

Aby dodać komentarz musisz sie zalogować